języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

OFF Festival w katowickiej Dolinie Trzech Stawów. Przegląd subiektywny.

Ponad 80 muzycznych wydarzeń. Każdy koncert jest wydarzeniem. Nie ma możliwości zobaczenia wszystkiego. Nawet najwytrwalej poruszający się między scenami tworzą swoje własne programy – na kartkach, w telefonach, na iPadach. Zapraszamy do subiektywnego przeglądu.

Kobiety ekspresyjne

Śmiało można stwierdzić, że to panie zagrzewały najmocniej do odbioru muzyki swoich zespołów. Wokalistka AIDS Wolf nie obawiała się kontaktu z publicznością (na co bacznie zwróciła uwagę ochrona) i mikrofonem, który zjadała od czasu do czasu. Szalone pozy, figury niczym z zajęć jogi i  zejścia do publiczności zaskarbiły sobie uwagę, bo słuch od pierwszych chwil był zajęty, w trakcie koncertu kanadyjskiego tria. Natomiast żeńska połowa amerykańskiego duetu YACHT, czyli Claire L. Evans zaprezentowała bardziej ugrzecznioną choreografię dbając przy tym o dobre samopoczucie publiczności - zachwycając się zaangażowaniem fanów. Candelaria Saenz Valiente z Paris Tetris zachwyciła nie tylko ruchami  wprost z balu robotów i fantazyjnym żółtym kombinezonem. Niespodziewane zmiany głosu - od przesterowanego elektronicznie do dziecięcego szeptania i seplenienia – doskonale uzupełniały się z przedstawionym powyżej image scenicznym oraz muzyką zespołu.

Delikatne wrażenia głosowe

Tutaj z pewnością królowała Glasser, czyli Cameron Mesirow, która swoim pięknym głosem mogłaby zaczarować niejeden chór, a nawet same królowe ciekawych wokali – Björk czy PJ Harvey. Z kolei polski duet Ballady i Romanse nieprzypadkowo wybrał sobie za nazwę mickiewiczowski zbiór ballad. Teksty niesamowicie intrygujące, a głos sióstr Wrońskich (Barbarę znamy z Pustek) anielski. Ciekawe wokale były chyba domeną kobiet – dziewczyny z Kapeli ze Wsi Warszawa od lat swobodnie głosem (i nie tylko) przybliżają rzeszom fanów muzykę inspirowaną polskim folklorem.

Nieprzystępny pan

Ten tytuł z pewnością należy się wokaliście metalowej kapeli Meshuggah. Zespół uznany przez „Rolling Stone” za łamacza metalowych konwenansów, nie przełamał bariery konwenansu – Jens Kidman prowokował festiwalowiczów do bardziej ekstremalnych zachowań, zatem nie mógł otrzymać nic więcej niż las „diabelskich” pozdrowień. A po Omarze Souleymanie przemianowującym  syryjską muzykę weselną w niemal dyskotekowy szał moglibyśmy się spodziewać tanecznych wygibasów, nic bardzie mylnego – artysta ukrył za przyciemnionymi okularami zabawową część swojej natury, czego nie można było stwierdzić po oczarowanej publiczności. Parkiet rytmicznie falował. Ostatniego dnia festiwalu najbardziej nieprzystępnym panem okazał się deszcz.  Gwałtowna, krótka burza nie odstraszyła spod otwartych scen jedynie przygotowanych na wszelką pogodę fanów. Deszcz pozazdrościł Abradabowi popularności i zalał scenę, na której artysta miał wystąpić.

Muzyka łączy pokolenia

Koncerty takich tuzów światowej sceny muzycznej jak Primal Scream i polskiej – Kur gromadziły pod sceną pokolenia. Napisane bez przesady. Obok hipsterów (bez obrazy, ale jakże aktualny jest w tym miejscu fragment - zawsze ironicznych -  Kur: „ … każą nosić jaja i wąsy”) z równą energią szaleli panowie z siwizną, i bynajmniej nie były to ich pierwsze białe włosy. Nie zapominajmy o Lechu Janerce, który ze swoimi największymi przebojami, niemal „Konstytucjami” od kilkudziesięciu lat gości na scenie i zagościł również na OFFie. Z kolei belgijski Deus to jeden z najbardziej doświadczonych zespołów w tej edycji festiwalu utożsamianych z indie rockiem, gatunkiem wiodącym na OFFie od lat.

To nie wszystko

Tylko muzycznie? To nie wszystko. Nie zapominajmy o Kawiarni Literackiej, której kuratorem jest Wojciech Kuczok. Zaprosił on do wspaniałego „Two Man Show” „Paulusa” Mazura i „Brzóskę” Brzóskiewicza. Między innymi… Zgromadzeni festiwalowicze długo oklaskiwali Kazimierza Kutza czytającego swoją książkę o Śląsku i po śląsku „Piąta strona świata”.

A artystów było wielu… To jedynie subiektywny przegląd.

Inga Niedzielska

PDF Print