języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

'Dziady wciąż mają się dobrze. Prolog 'Interpretacji'

Nieprzypadkowy jest w 2011 roku wysyp inscenizacji tekstów „narodowych” („Sprawa” w warszawskim Teatrze Narodowym, „Pan Tadeusz” w Starym,  „Wyzwolenie” z Teatru Na Woli i tak dalej ). W cieniu katastrofy smoleńskiej i walki o krzyż powstały utwory pytające o rolę Polski w świecie, o narodową tożsamość, romantyczne ideały i postromantyczne kompleksy.  Inscenizację „Mickiewicz. Dziady. Performance” Pawła Wodzińskiego wpisano w ten nurt, tymczasem „Dziady” Krzysztofa Babickiego konsekwentnie trzymały się, a nawet poszerzały egzystencjalny wymiar dramatu. Organizatorzy Ogólnopolskiego Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” postanowili zestawieniem tych dwóch sztuk przygotować widzów na marcowy finał emocji – konkurs „Interpretacji”.

Chociaż w żaden sposób nie da się tych dzieł konfrontować w atmosferze pojedynku, warto je porównać. Już na samym wstępie można użyć postaci Gustawa-Konrada, który dla katowickiej inscenizacji jest niemal wszystkim, a dla bydgoskiej niemal niczym.

Krzysztof Babicki skupił się na egzystencjalnej wymowie dramatu starając się dotrzeć do uniwersalnych emocji i myśli ludzkiej jednostki, mniej dbając o narodowowyzwoleńczy, historyczny wątek. To mu się udało. Nienachalnie, bez zbędnych uwspółcześniających zabiegów Gustaw-Konrad jest jednym z nas, na pewno bardziej wrażliwym, niepogodzonym i nieprzystającym do epoki - jak wszyscy intelektualiści i marzyciele w jednym, na przestrzeni wieków. Nie godzi się na świat, który każe mu iść na kompromisy, w Wielkiej Improwizacji widzimy osamotnionego człowieka. Spektakl jest skrojony pod jego właśnie postać. Nie bez powodu Babicki obsadził w tej roli Grzegorza Przybyła. Aktor jest rocznikiem 1960.

U Pawła Wodzińskiego postać ta jest zaskakująco zagrana. Śmiech na sali w trakcie Wielkiej Improwizacji? Właśnie u Wodzińskiego. Michał Czachor kreuje gwiazdę rocka dającą gościnne występy na prowincji, zdziwioną tym, że jako tak wspaniały człowiek nie osiąga następnego, naturalnego wydawałoby się szczebla, boskiego. Ale jednocześnie ma w sobie coś uroczego, to coś, co przyciąga tłumy na występ. W wielkiej Improwizacji Gustaw-Konrad mierzy się z kilkoma stylami wypowiedzi próbując na swojej publiczności najlepszy z nich. I gdzieś w połowie swego monologu wpada w prawdziwą rozpacz, z której na pewno się otrząśnie. Ten typ tak ma. Scen z aktywnym udziałem Czachora nie ma wiele w spektaklu Teatru z Bydgoszczy, przez to Gustaw–Konrad staje się tylko jedną z postaci, na prawdziwą gwiazdę wyrasta Guślarz/Ksiądz (w tej roli  Mateusz Łasowski).

Punktem wyjścia katowickiej inscenizacji jest fragment Ustępu III części, bydgoskiej – wiersz Upiór. Zaraz potem II część "Dziadów". I w jednym, i w drugim przedstawieniu w obrzędzie dziadów biorą udział ludzie wykluczeni, z marginesu. To są nasi nowi współcześni chłopi. Scenografia Brauna ukazuje noclegownię dla bezdomnych, scenografia Wodzińskiego jest mniej jednoznaczna. Kolejne wyobrażenia: miasteczko namiotowe, miasteczko obrońców krzyża, obozowisko bezdomnych pozwalają zawładnąć przyporządkowanymi im interpretacjami.
Jednak w obu przypadkach uczestnicy nieśpiesznie i bez ekscytacji przystępują do dziadów. W katowickiej noclegowni i bydgoskim obozie to uczestnicy obrzędu przyjmują na siebie role duchów. Świat „Dziadów” występuje z rzędu fantastycznych, a wstępuje w realistyczny.

Guślarzowi z bydgoskiej noclegowni udaje się narzucić swoją wolę widzenia zebranym obdartusom, czar pryska wraz z pojawieniem się nonszalanckiego widma w jasnym garniturze. Nie pomagają zaklęcia wyśpiewywane na ludową nutę , ludowa mądrość nie broni przed tym, który nagrywa zgromadzonych na telefon i przechadza się po obozie nie szanując tajnego obrzędu. Natchnieni wybudzają się z transu i umykają.

I jest to pierwsza ze scen, w których Wodziński pokazuje próbę zbudowania wspólnoty, a szerzej wspólnoty narodowej i poczucia tożsamości. U Babickiego noclegownia, w której pomieszkują ludzie, którym w życiu nie wyszło i nie załapali się na wyścig szczurów, przyjmuje Widmo, którego rolą Przybył przejmuje dowodzenie w spektaklu, by już skutecznie narzucać perspektywę jednostki wybijającej się w zbiorowości. Ubiór Gustawa z katowickich „Dziadów” to płaszcz i sztruksowe spodnie, mało przypomina on romantycznego poetę, a bardziej steranego życiem nieudacznika. Jego status nie wynika jednak z sytuacji zewnętrznej, a własnego odczucia. I takim jawi się w IV części „Dziadów”, gdy rozmawia z Księdzem.

„Mickiewicz. Dziady. Performance” przenosi nas natomiast do III części. Sceneria przypomina bardziej noclegownię czy szpital niż więzienie. Na pryczach leżą „więźniowie” przywodzący na myśl beztroskich studentów, którzy znaleźli się w wiezieniu za wybryki, nie za „sprawę”. Grają na gitarze. Widzimy jak Paweł Wodziński zręcznie odżegnuje się od historycznej przeszłości skupiając naszą uwagę na elementach budujących poczucie wspólnoty. ,co prawda, przychodzi z siankiem, które chowa pod przyniesiony obrus, siedzi przy nim jednak sam. Współcześnie bardziej sprawdzi się w roli opiekuna - przykryje kocami śpiących więźniów. Ci, zanim usną, będą próbowali podążyć za charyzmatycznym Konradem w trakcie jego improwizacji. Jednak i tu, jak i w scenie „Salonu warszawskiego”, w którym młody Adolf próbuje opowiedzieć o Cichowskim i niewiele go dzieli od tego, by naprawdę zawładnąć ”rządem dusz”, ta sztuka się nie uda. Zbudowanie wspólnoty i przywództwo nad nią nie jest sprawą łatwą, nie da się ich zażądać  i po prostu je mieć. W tym miejscu na pierwszy plan wysuwa się Ksiądz, który różnymi sposobami, brutalnym zmuszaniem w scenie dziadów czy egzorcyzmów, opieką nad uciśnionymi (więźniowie, pani Rollinsonowa) zdobywa sobie pozycję. Ksiądz reprezentuje wartości chrześcijańskie, jednak u Wodzińskiego nic nie jest oczywiste. Bohater popala zatem papierosy i nie stroni od gwiazdorzenia. Czujemy, że to człowiek, który ma swoje słabości i chociaż do końca nie wiemy, czy jego działania nie wynikają z wyrachowania, to właśnie on będzie towarzyszył Pasterce pragnącej po raz ostatni zobaczyć zmarłego kochanka w ostatniej scenie.

Babicki konsekwentnie wysuwa na plan pierwszy Gustawa-Konrada. Ale i jego pozostali bohaterowie są szlachetni. Ksiądz jawi się jako ostoja wartości, do której można się zwrócić w każdym zawirowaniu dziejów świata i własnym. Dlatego jego wspólne z Gustawem-Konradem  dialogi przekonują i fascynują jak rozmowa dwóch zupełnie różnych, ale szanujących się i godnych szacunku partnerów. Babicki nie posuwa się jednak do uproszczeń i czarno-białego widzenia świata. Ostatnia scena – obrzędu dziadów - pokazuje nam obraz daremnych wysiłków Księdza.

Po obejrzeniu spektakli możemy odnieść wrażenie, że na swoje ciekawe interpretacje wciąż jeszcze czekają sceny Salonu warszawskiego i Balu u senatora. Prezentowane są w nich elementy ówczesnej mentalności i scenki towarzyskie oraz „Historia”. Paradoksalnie, obu reżyserom te sceny wyszły nieco mniej przekonująco niż pełne znaczeń i bezbłędnie prowadzone pozostałe.

Mickiewicz przedstawia Senatora/Gubernatora jako jednoznacznie złego człowieka. Senator Babickiego (Jerzy Głybin) jest postacią niejednowymiarową, choćby dzięki scenie snu, w którym męczą go zmory. Senator Wodzińskiego (Roland Nowak) to najlepiej ubrana postać inscenizacji. Nowobogacki(?) grający w golfa, ustawiony po drugiej stronie barykady, przez którą wpuszcza do „połowy schodów” panią Rollinson. Zanim to nastąpi, bez cienia współczucia będzie mówił o młodym więźniu Rollinsonie, by następnie udawać przed matką swoje zdziwienie i zaniepokojenie jego losem. Rollinsonowa to źle ubrana baba, oczywiście reprezentująca wykluczonych; lamentująca i głupia. Zupełnie inaczej  wypada pani Rollinson Violetty Smolińskiej: rozedrgana, wyczerpana psychicznie i zrozpaczona matka w jej wykonaniu doskonale łączy w sobie wyobrażenie o dawnej, pełnej dramatyzmu grze aktorskiej ze współczesną umiejętnością wyważenia tej niemalże histerycznej udręki.  A przede wszystkim ma swoją godność, którą odebrał swojej Rollinsonowej Wodziński na wzór ludzi zgnębionych, wykluczonych, zbyt ubogich duchem, by się do niej poczuwać od urodzenia.

Na sam Bal u Senatora obaj reżyserzy znaleźli natomiast ciekawe rozwiązania formalne. U Babickiego wykorzystana zostaje monumentalna, wielofunkcyjna ściana, na której piętrze przechadzają się uczestnicy zabawy. Tylko tutaj Barbara Wołosiuk zaproponowała kostiumy nawiązujące do epoki. U Wodzińskiego natomiast na oczach widzów panie zakładają peruki i wielkie czerwone usta. Te nie tylko upodabniają je do pięknych lalek, ozdoby salonów, ale i są swoistym kagańcem. Wszak panie na balu wygłaszają głównie towarzyskie banały.

Podstawowe odczytanie „Dziadów” otrzymujemy w szkole: mesjanizm, martyrologia i tak dalej, w tym również, niejako w pakiecie, postać Wieszcza i losy Polski tego czasu. Tymczasem Polska istniała na marginesie Europy mocarstw, gdzieś na zacofanym, egzotycznym Wschodzie. Nie zapominajmy, że Mickiewicz wykładał w Collège de France literaturę słowiańską w Katedrze Orientalistyki właśnie. Bydgoskie „Dziady” wykorzystują to nowatorskie porównanie wielkiego utworu romantycznej literatury polskiej z niepochlebnymi fragmentami tekstów na temat nas samych i naszych okolic Europy, a zapisanych przez czołowe postaci tamtych czasów: Heinego, Woltera czy króla Prus. Ten zabieg pokazuje także, jaką wielkością Mickiewicz chciał obdarować swój naród. Babicki ruszył w kierunku uniwersalizmu sztuki. Pokazał głównie to, co wspólne jest wielu kulturom – zmagania niedopasowanej jednostki. Odżegnał się tym samym od pytań o polskość, wspólnotę,  tożsamość, wszystkie te motywy, które pojawiają się u Wodzińskiego.

Porównanie obu inscenizacji pokazuje przede wszystkim jak fascynujący jest utwór Mickiewicza. Maria Janion wieszczyła upadek romantycznego paradygmatu. Tymczasem oba te teksty pokazują, jak na podstawie dzieła sprzed dwustu lat wciąż udaje się stawiać aktualne pytania i próby odpowiedzi na nie o nas samych.

Inga Niedzielska
2012-02-21

Teatr Polski im. H. Konieczki w Bydgoszczy
"Mickiewicz. Dziady. Performance" 
reżyseria, scenografia Paweł Wodziński
muzyka Stefan Węgłowski
kostiumy, reżyseria światła Agata Skwarczyńska
ruch sceniczny Aneta Jankowska
kierownictwo wokalne Agnieszka Sowa
wideo Remigiusz Zawadzki
muzyka w wykonaniu: Adam Kośmieja (fortepian), Artur Lawrens (perkusja), Aleksander Porakh (realizacja dźwięku), Stefan Węgłowski (gitara)
asystent reżysera Anna Włodarska
obsada: Karolina Adamczyk, Beata Bandurska (gościnnie), Michał Czachor, Mieczysław Franaszek, Paweł L. Gilewski, Magdalena Łaska, Mateusz Łasowski, Michał Jarmicki, Marian Jaskulski, Roland Nowak, Jerzy Pożarowski, Małgorzata Trofimiuk, Jakub Ulewicz, Malgorzata Witkowska, Marcin Zawodziński, Zofia Zoń (gościnnie), Piotr Żurawski
premiera: 22 kwietnia 2011 r., Duża Scena
czas trwania: 190 minut z przerwą

Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach
Adam Mickiewicz
"Dziady"
reżyseria i opracowanie tekstu: Krzysztof Babicki
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Barbara Wołosiuk
muzyka: Marek Kuczyński
choreografia: Anna Majer
asystent reżysera: Zbigniew Wróbel
obsada:
Guślarz, Ksiądz Piotr: Andrzej Warcaba
Starzec, Starosta: Andrzej Lipski
Widmo, Jenerał, Gubernator: Jerzy Głybin
Sowa, Dama I, Gubernatorowa: Anna Kadulska
Dziewczyna (Zosia), Anioł I, Panna: Natalia Jesionowska
Pasterka, Anioł II, Młoda Dama, Kobieta: Agnieszka Radzikowska
Ksiądz Lwowicz, Bastużew: Andrzej Dopierała
Gustaw-Konrad: Grzegorz Przybył
Duch nocny I (Diabeł I), Literat I: Zbigniew Wróbel
Duch nocny II (Diabeł II), Literat II: Dariusz Chojnacki
Duch Belzebub, Bajkow: Wiesław Kupczak
Żegota, Pelikan: Marek Rachoń
Jan, Zenon: Maciej Wizner
Frejend, Adolf: Artur Święs
Kapral, Hrabia, Pułkownik: Roman Michalski
Senator: Wiesław Sławik
Doktor: Jerzy Kuczera
Ksiądz, Sowietnik: Adam Baumann
Dama II, Sowietnikowa: Krystyna Wiśniewska
Kmitowa, Jenerałowa: Ewa Leśniak
Dama, Matka Panny: Anna Wesołowska
Pani Rollison: Violetta Smolińska
Tomasz: Łukasz Guzy (Studium Aktorskie)
Feliks: Mariusz Hanulak (Studium Aktorskie)
oraz statyści z zespołu technicznego
premiera: 5 lutego 2011 r., Duża Scena

PDF Print