języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

'Promujemy ambitną muzykę'. Rozmowa z Piotrem Zalewskim, dyrektorem OK Andaluzja

Piotr Zalewski od 1 stycznia 2005r. pełni funkcję dyrektora Ośrodka Kultury Andaluzja w Piekarach Śląskich. Jego ideą było stworzenie autorskiego domu kultury, w którym priorytetem miała być muzyka (intensywna działalność koncertowa). W celu realizacji zamierzenia zainaugurował kilka imprez cyklicznych. Celowym zabiegiem ze względu na Media Relations było sprowadzanie do Ośrodka Kultury „Andaluzja” uznanych artystów podnoszących prestiż instytucji. „Andaluzja” z rozmachem rozpoczęła działalność koncertową, która wyrażała się w następujących cyklach imprez: Piekarskie Wieczory Bluesowe, Międzynarodowy Festiwal Perkusyjny, Progresywna Andaluzja, Młodzieżowe Koncerty Rockowe, Festiwal G. G. Gorczyckiego, Festiwal Bluestracje, Festiwal Blues Alive.

Paweł Roj: Ośrodek Kultury Andaluzja jest jedną z głównych wizytówek Piekar Śląskich, Pan natomiast w znacznej mierze przyczynił się do tego sukcesu. Jak Pan tego dokonał?

Piotr Zalewski: Kiedy obejmowałem tę placówkę w 2005 roku prezydent miasta, Stanisław Korfanty, miał koncepcję, żeby wzbogacić ofertę kulturalną Piekar. W tamtym czasie działało już prężnie Radio Piekary, gdzie grano muzykę regionalną, śląską. Było jednak zapotrzebowanie również na inne gatunki muzyki. Wpadłem na pomysł cyklicznych imprez promujących ambitne kierunki muzyki rozrywkowej, takich jak blues, progresywny rock czy classic rock – gatunki wnoszące w muzykę wartości, a więc korzystne dla młodzieży. Nasz ośrodek pozwala pokazać się młodym ludziom, a takich miejsc brakuje. W mediach komercyjnych dominuje pop i dance oraz programy atrakcyjne wizualnie, a niekoniecznie wnoszące coś artystycznie. W odróżnieniu od naszych sąsiadów czy państw skandynawskich brakuje u nas festiwali promujących dobrą muzykę. W "Andzie" staramy się to robić i dzięki temu przyciągamy do siebie ludzi.

P.R.: W ramach Pana autorskiego pomysłu, czyli Piekarskich Wieczorów Bluesowych udało się ściągnąć do Piekar takie sławy jak Vernon Reid, Eric Bell Trio oraz w ramach Międzynarodowego Festiwalu Perkusyjnego Iana Paice'a, Carla Palmera oraz Tommy'ego Aldridge'a. Czy gwiazdy tego formatu chętnie występują w "Andaluzji"?

P.Z.: Muszę powiedzieć, że bardzo chętnie.  1 maja po raz trzeci, wystąpi u nas RPWL, jeden z najlepszych zespołów rocka progresywnego. Ważny w takich przedsięwzięciach jest budżet, jeden taki koncert pochłania 20 - 30 tys. złotych, na który składa się nie tylko honorarium dla artystów. W jego skład wchodzi też dodatkowe oświetlenie, nagłośnienie, wymagania socjalne i tak dalej. Mieliśmy kiedyś problem, bo jeden menedżer zażyczył sobie specjalną wodę mineralną  z Niemiec. Na szczęście udało się to jakoś załatwić. Artyści miewają swoje kaprysy, jednak wrażenia jakich nam dostarczają, w naturalny sposób to rekompensują.

P.R.: Takie, mimo wszystko, niszowe koncerty cieszą się dużym zainteresowaniem?

P.Z.: Zależne jest to od artysty. Jeżeli jest to najwyższa półka, to bilety są wyprzedane, a nawet ich brakuje. Jednak jako instytucja misyjna nie możemy stawiać tylko na takie zespoły. Pokazujemy innych wartościowych artystów, którzy nie robią jeszcze kariery komercyjnej, nie są na topie. Staramy się im pomóc, dlatego też przeważają u nas nazwiska nieznane, nie tylko z Polski, ale z całego świata.

P.R.: Kogo najchętniej zobaczyłby Pan na scenie "Andy"?

P.Z.: Jest paru takich artystów, o których marzę i myślę, że kiedyś jeszcze uda się ich tu ściągnąć. Mam tu na myśli na przykład Nazareth, Uriah Heep czy Thin Lizzy. Niestety, niechętnie oni grają w takich małych klubach. Nasz ośrodek pomieści około 300 osób, a zwyczajowym minimum, przy jakim grają to 500 – 600. Nawet jeżeli nie udaje się zaprosić całego zespołu, często muzycy z poszczególnych zespołów mają swoje zespoły "na boku". W tym upatruję szans na to, żeby u nas zagrali.

P.R. Kogo planuje Pan zaprosić w tym roku?

P.Z.: 7 maja zagra u nas Innes Sibun, gitarzysta, który w latach 90. współpracował z Robertem Plantem. Gra muzykę bluesrockową, bardzo ostrą, teraz w Polsce robi minitrasę. Będą także zespoły coverowe, 16 marca wystąpi Yessongs Italy, włoski band grający "Yesów", którego wokalista rewelacyjnie naśladuje Jona Andersona. Natomiast 24 maja zagrają The Watch - coverband Genesis. Ciekawostką będzie na pewno Leon Hendrix, najmłodszy brat nieżyjącego Jimiego, w repertuarze własnym i brata. Z polskich zespołów 26 kwietnia zagości u nas Kruk i Nocna Straż. Plany na jesień nie są jeszcze sprecyzowane.

P.R.: Skąd u Pana fascynacja muzyką bluesową i rockową? Grywał Pan w młodości w jakimś zespole?

P.Z.: Wszyscy się temu dziwią, ale nie gram na żadnym instrumencie. Od szkoły podstawowej natomiast interesowałem się muzyką. W latach 60. słuchałem Radia Luxembourg, w którym leciał glam rock. Jednak zanim zacząłem kupować płyty, minęło dużo czasu. W szkole średniej słuchałem głównie "Trójki". Wtedy puszczali całe płyty, a nie pojedyncze piosenki. Mało tego, zapowiedź była tak skonstruowana, że był czas, aby przygotować kasetę i sobie to nagrać! Natomiast pierwszą płytą, którą dostałem, była płyta SBB. Okazało się, że jest dla mnie zbyt trudna, zbyt awangardowa. Dopiero z czasem do tego dorosłem, do dzisiaj jestem ich fanem. Często chodziłem też na koncerty, kiedy naliczyłem ich trzysta to przestałem, całkiem możliwe, że jestem już bliski pięciuset. Głównie były to gwiazdy rocka, ale też jazzu, bluesa, a nawet muzyki klasycznej i pokrewnej.

P.R.: Działalność ośrodka to nie tylko koncerty, ale też zajęcia dla młodzieży. Czy w dzisiejszych czasach trudno odciągnąć młodych ludzi od ekranów komputera i zachęcić do tego typu aktywności?

P.Z.: Jest to niezwykle trudne. Ostatnio karierę robi przedrostek post. Tam, gdzie formuła nazewnictwa została przekroczona, to używa się terminu post. Obecnie artystą nazywa się człowieka, który przykładowo śpiewa  i w swoim tekście co drugi wyraz używa wulgaryzmu. Nie jest to już kultura, ani nawet muzyka. Obecna sytuacja wydaje się prowadzić do autodestrukcji człowieczeństwa. Dlatego też niewyedukowana młodzież, nie mająca żadnych wzorców, nie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych. Moje pokolenie nie było święte, różne rzeczy się działy, ale uczono mnie historii sztuki, pokazywano mi dobrą muzykę, poezję. Dzisiejsza młodzież jest o to uboższa, słucha byle czego. Brak pokierowania młodzieżą, wskazania jej wartościowych sposobów uczestniczenia w kulturze prowadzi do tego, co mamy dzisiaj, czyli postkultury.

Paweł Roj
2012-03-02

PDF Print