języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

Dwa dni w plenerze. Tauron Nowa Muzyka 2011

Zmiana pogody potrafi utrudnić życie najbardziej wytrwałym festiwalowiczom. W ekstremalnych przypadkach, tak jak na festiwalu w Belgii, prowadzi nawet do tragedii. Organizatorzy Tauron Nowa Muzyka znając nieprzewidywalność polskiego klimatu postanowili rozpiąć namioty nad główną sceną oraz Little Big /Mary Anne Hobbs Presents, na której odbyło się najwięcej koncertów.

Namioty okazały się trafionym rozwiązaniem. Dodać należy, że były na tyle duże, że mieściły wszystkich uczestników danego koncertu. Może jedynie na Amon Tobinie, którego show oglądali prawie wszyscy, trudno było zmieścić się pod dachem.

W nocy z soboty na niedzielę zaplanowane na scenie otwartej jako ostatnie występy Superpitchera i Jacka Sienkiewicza zostały przeniesione błyskawicznie do katowickiego klubu Flow, w którym odbywały się festiwalowe afterparty. Późno sierpniowe upały przerwał niespodziewanie deszcz, aczkolwiek spodziewany w tym dniu, bo już od godziny 20 nie odpuszczał silny wiatr.

Szybko wychładzające się organizmy, chłostane od wczesnego wieczoru wiatrem, rozgrzewali artyści kojarzeni ze słońcem z racji pochodzenia; Spoek Mathambo wywodzący się z Afryki  i kalifornijczyk Ras G, a łączył ich z Kanadyjczykiem Lunice hip-hop. Lunice swoją muzyczna wycieczkę prowadził w kierunku lżejszych klimatów. Ras G w tym towarzystwie uznany mógłby zostać za radykała: mocne rapowe wokale, charakterystyczne bity i dubowe dudnienia. Mathambo z kolei zaprezentował najbardziej nawiedzoną mieszankę, w której rapowanie przemieszane było z melodyjnymi piosenkami, syntezatorowe dźwięki rodem z lat 80. z wpadającymi w ucho melodiami. Energia i umiejętność podgrzania atmosfery zyskały artyście tłum pod sceną.

C.H. District w industrialowych klimatach najlepiej wpasowywał się w tło, jakim była Hala Gwarek (Red Bull Music Academy).  Jeśli jednak myśląc o industrialnej muzyce wciąż mamy w głowie chropowate, nieobrobione dźwięki rodem z fabryki, zostaniemy zaskoczeni elegancją utworów C.H. District.

Tymczasem na głównej scenie, najbardziej rockowy tego dnia, aczkolwiek nie radykalnie, bo bardzo elektronicznie, czarował antydeszczowo Bodi Bill, a szczególnie jego frontman w kostiumie upodabniającym go do wielkiego ptaszyska.

Little Dragon zaprzątnięty przygotowaniami do koncertu najprawdopodobniej nie zauważył nadciągających chmur. Zapomnieli o tym również fani tego cudownego zjawiska, jakim jest szwedzka grupa, a szczególnie jej wokalistka. Koncert Małego Smoka prezentował doskonałe wyważenie umiejętności muzycznych zespołu, dobrego głosu i charyzmy Yukimi Nagano.

Pierwszy niedzielny koncert  - Noviki & The Lovefinders - upłynął jeszcze pod znakiem upału i napływających na teren festiwalu uczestników, którzy jednak nie zdążyli zapełnić głównej sceny, na której występowała Novika.

Wspominając o sobocie, nie można nie napomknąć o grających tego dnia Apparacie i Mary Anne Hobbs. Oboje rozpoczęli karierę po przyjeździe do  stolic swoich krajów, ale ich kariery i muzyka to zupełnie inne światy, chociaż oboje poruszają się po szeroko rozumianym gruncie muzyki elektronicznej. Apparat zaczynał jednak od tanecznego techno, by następnie eksplorować  głębsze pokłady muzyki, Hobbs zaczynała od rocka. MAH obecnie jest nie tylko znaną didżejką, ale przede wszystkim człowiekiem-instytucją, kultową postacią radia, propagatorką gatunków muzycznych, wykładowcą…

A w piątek nic nie zapowiadało sobotniej zmiany pogody. Jedyna zmiana, jaka miała miejsce 26 sierpnia, to duże przesunięcia w programie sceny Little Big. Dowiedzieli się o nich ci, którzy nie zapomnieli śledzić profilu festiwalu na facebooku.  Z kolei zakaz wnoszenia napojów pod nagrzane upałem namioty skutkował okupowaniem strefy gastronomicznej w poszukiwaniu wodnej ochłody po każdym koncercie.

Red Bull Tour Bus ustawiony na plaży w pobliżu stoisk gastronomicznych był idealną sceną dla osób zmęczonych ukropem. Teilte,  bawiący się samplami i Dels, który nie zawsze idealnie wpasowywał się własnymi wstawkami wokalnymi, ale nadrabiał energią, z perspektywy leżaka brzmieli równie dobrze jak na słuchawkach na własnej kanapie.

Niewątpliwie oczekiwanym koncertem był występ Bonaparte. Zespół nie zawiódł dając cyrkowe, groteskowe show nieustępujące niczym prostej i chwytliwej muzyce, lekkim punku okraszonym ironicznymi tekstami. Oprócz muzyków na scenie wystąpiło kilka innych osób, nieustannie się przebierających. 

Następnym oczekiwanym koncertem był Modeselektor Live, spora porcja solidnej didżejskiej roboty. Ale zanim wystąpił naj, najbardziej oczekiwany Amon Tobin jeszcze na Little Big zaprezentowali się - wymieńmy chociaż - Walls, When Saints Go Machine, Seefeel. Seefeel, gdyby stworzyć taki ranking, otrzymałby tytuł najmniej gwiazdorskiego zespołu, który grał na festiwalu (nie licząc artystów wpatrzonych w swoje komputery). 

Występ Amon Tobina to przede wszystkim spektakularne show. Na scenie umieszczono instalację w postaci połączonych ze sobą sześcianów. Na jej tle rzucane były kosmiczne, gwiezdne, wielkomiejskie wizualizacje dające wrażenie trójwymiarowości bez użycia okularów. W jednym z sześcianów, półprzeźroczystym, ukryty był sam Amon Tobin. Jego koncert to przede wszystkich potężna ściana dźwięku. Amon Tobin nigdy nie kłaniał się specjalnie muzyce tanecznej. W trakcie koncertu zaproponował muzykę, której walory mogą być docenione bardziej w trakcie domowej kontemplacji niż na koncercie, od którego skutecznie odwracały uwagę fantastyczne wizualizacje.

Piątkowa noc po koncercie Tobina miała wszystko, co potrzebne, by być uznaną za bajeczną. Nastroje były dobre, a wspaniała pogoda pozwoliła się bawić do rana na scenach Red Bull Music Academy i Little Big i nie zapowiadała sobotnich pogodowych atrakcji.

Inga Niedzielska

PDF Print