języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

Kto zabił polski komiks? Otóż nikt, wręcz przeciwnie, ma się całkiem dobrze!

W ubiegłą sobotę, 31. marca, odbyło się ostatnie spotkanie z cyklu "Kto zabił polski komiks?". Przez ponad pół roku co pewien czas w Rondzie Sztuki w Katowicach gościli ludzie związani z komiksem i komiksem żyjący. Na kolejnych spotkaniach pojawili się m.in. Marek Turek, Rafał Szłapa, Robert Sieniecki czy Michał Śledziński. Po tych wszystkich konferencjach i debatach przyszedł czas na wielkie podsumowanie i odpowiedzenie na kontrowersyjne pytanie: "kto zabił polski komiks?".

Tytuł cyklu wskazywałby na to, że polski komiks to zimny trup, głęboko zakopany pod ziemią. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna. Mogli się o tym przekonać wszyscy zgromadzeni na sali fani komiksu. Tym razem w spotkaniu wzięli udział Szymon Holcman z wydawnictwa Kultura Gniewu, Sebastian Frąckiewicz krytyk związany m.in. z "Polityką" i "Przekrojem" oraz Marek Turek, twórca takich komiksów jak "Sothis", "Międzyczas" i "Fastnachtpiel". Debata na temat kondycji polskiego komiksu, momentami bardzo żywiołowa, zdominowana była jednak przez dwóch pierwszych z wyżej wymienionych.

Nie dziwi pewnie fakt, że zaczęło się od kwestii finansowych. Z jednej strony pojawiła się opinia, że to brak stypendiów i grantów dla twórców jest powodem zamierania tej formy sztuki w naszym kraju. W opozycji do tego stanowiska stwierdzono, że tak jak ma to miejsce w innych dziedzinach sztuki komiksiarze żyją z innych komercyjnych przedsięwzięć, a rysowanie to dla nich pasja i forma samorealizacji. Nie oznacza to jednak, że w naszym kraju nie da się wyżyć z tworzenia komiksów. Przykładem może być np. Michał Śledziński, który otwarcie deklaruje, że utrzymuje się tylko i wyłącznie z rysowania. Zewnętrzne finansowanie działalności mogłoby się wiązać z brakiem niezależności i wpływaniem na twórczość rysowników. W dodatku nikt tak naprawdę nie wie, jak i gdzie zwrócić się o pieniądze, problem mają z tym zarówno autorzy, jak i urzędnicy.

Kolejnym tematem, na który zwrócono uwagę był fakt, że komiksiarze to środowisko podzielone i niesformalizowane. Od ponad 20 lat próbuje się stworzyć jakieś stowarzyszenie, które dbałoby o interesy wszystkich członków lub instytucję, która dotowałaby działalność twórców, reklamowałaby ją w kraju i za granicą. Niestety, wszystkie próby się nie powiodły, w dalszym ciągu występuje tylko bezpośrednia relacja na linii autor - odbiorca.

Głównym problemem pozostaje jednak liczba odbiorców i ich nieświadomość. Zdolni twórcy, których nie brakuje, nie mają na naszym podwórku lekkiego życia. W Polsce czytelników komiksów, przynajmniej tych drukowanych, jest naprawdę niewielu, liczy się ich w tysiącach. Borykają się z tym samym problemem, co np. pisarze, ludzie po prostu nie interesują się kulturą prawie w ogóle, a tą ambitną to już wcale. O tym, że komiks w Polsce zaliczany jest do kultury niszowej świadczyć może chociażby to, że podczas Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, który odbywał się w ubiegłym roku, komiks został całkowicie pominięty. Część rodzimych twórców upatruje swoich szans za granicą, głównie w krajach Unii Europejskiej i tam zaczynają publikować swoje dzieła w specjalistycznych periodykach.

Świadomość przeciętnego Kowalskiego na temat pojęcia jakim jest "komiks" jest mocno ograniczona. Dlaczego tak się dzieje? Ludzie kojarzą komiks z czymś, co dotyczy najmłodszych, z Kaczorem Donaldem, Batmanem i tego typu sprawami. Oczywiście są to komiksy, jednak stanowią tylko część większej całości, na którą składają się też bardziej ambitne projekty. Dlatego też praktycznie wszyscy, którzy dzisiaj kupują komiksy to osoby, które robiły to w dzieciństwie. Negatywnie też na pewno wpływają wysokie ceny albumów oraz dystrybucja, większość tytułów dostępna jest tylko w specjalistycznych sklepach. Nakłady komiksów w naszym kraju liczą kilkaset sztuk. Co prawda się sprzedają, niemniej nie trafiają do zbyt wielu osób. Ludzie nie wiedzą też do końca, czym jest komiks: obrazki Andrzeja Mleczki czy Henryka Sawki często publikowane w prasie także przecież do nich należą.

Polski komiks za to żyje i święci triumfy w Internecie. Oprócz tego, że bardziej popularne tytuły, takie jak np. seria Wilq braci Minkiewiczów są masowo ściągane przez użytkowników, to otworzył on nieograniczone możliwości dla twórców-amatorów. W sieci regularnie publikuje znaczna liczba osób, a ich twórczość cieszy się dużym zainteresowaniem. Co prawda jest to "sztuka dla sztuki", bo większość z nich nie otrzymuje za to wynagrodzenia, jednak szlifują warsztat i zyskują popularność. Problemem jest tylko to, że mamy zbyt duży wybór pozycji do czytania, a zbyt mało czasu na to. Rysunki coraz częściej witają na portalach społecznościowych, użytkownicy przesyłają sobie co ciekawsze dzieła, gdzie potem mają możliwość je "zalajkować". Jest to darmowa reklama, która na pewno dobrze wpływa na popularyzację komiksu w Polsce.

Podsumowując, polski komiks jest w najlepszej kondycji od połowy lat 90-tych. Wskazują na to adaptacje komiksów na szklanym ekranie, takie jak "Jeż Jerzy" Rafała Skarżyckiego i Tomasza Lwa Leśniaka, czy też fakt, że w innych mediach jest o nim coraz głośniej. Dużo się dzieje i jest ogromny potencjał, cieszy też fakt, że komiksiarze czują potrzebę tworzenia, niezależnie od liczby odbiorców czy zysków materialnych.  Co prawda, wydania papierowe faktycznie przeżywają kryzys, ale z pomocą ruszyły media elektroniczne. Miejmy więc nadzieję, że kolejny cykl spotkań zmieni nazwę z "Kto zabił polski komiks?" na "Niech żyje polski komiks!".

Paweł Roj
2012-04-02                                                                                                                                           

Spotkanie z cyklu „Kto zabił polski komiks” odbyło się 31 marca o godzinie 16.00 w Rondzie Sztuki.

PDF Print