języki: PL EN
rozmiar tekstu: A A A
wersja portalu: Dzień Noc WAI

O tworzeniu wyjątkowych zjawisk muzycznych

Rozmawiam z Andrzejem Kalinowskim, organizatorem i pomysłodawcą lubianego cyklu "Jazz i okolice", który w tym roku przekształcił się w Festiwal Muzyki Improwizowanej: jazz i okolice/jazz & beyond 2012.

Inga Niedzielska: Mówiąc o sobie w życiu zawodowym określa się Pan mianem promotora muzycznego. Jak zaczęła się Pana przygoda z muzyką?

Andrzej Kalinowski: Muzyka była wokół mnie od kiedy pamiętam. Zapewne ma to związek z wczesną edukacją, na którą zapisali mnie moi rodzice: przedszkolem muzycznym, szkołą muzyczną w klasie skrzypiec, kształceniem słuchu, rytmiką, przez pewien czas uczyłem się też gry na kontrabasie. Później zająłem się muzyką od innej strony - z początkiem lat 90-tych uruchomiłem sklep płytowy w Gliwicach, który specjalizował się w jazzie, muzyce klasycznej, etnicznej i ambitniejszej muzyce pop. Wtedy poznałem reguły rynku muzycznego na świecie. Niemal równolegle zacząłem  udzielać się tu i ówdzie polecając określonych wykonawców, z czasem realizując koncerty. W żargonie branżowym takie osoby nazywa się promotorami muzyki właśnie. Ale najwięcej o muzyce dowiedziałem się od swoich klientów w sklepie, zarówno tych wytrawnych melomanów, kolekcjonerów płyt, jak i początkujących miłośników muzyki, którym zawsze starałem się pomóc w odnalezieniu ulubionych nagrań.

IN: Skąd się wziął pomysł na cykl „Jazz i okolice”? Czy mógłby Pan, jako pomysłodawca, przybliżyć jego początki?

AK: Dostałem propozycję pracy w Górnośląskim Centrum Kultury, dyrektorowi tej samorządowej instytucji miasta Katowice bardzo zależało na tym, aby stworzyć mocną scenę muzyczną w oparciu o współpracę z klubem jazzowym „Hipnoza”. Poszukiwaliśmy na tyle pojemnej formuły, aby mogła ona pomieścić różne gatunki współczesnej muzyki. Stąd nazwa: „Jazz i okolice”, bo nie chcieliśmy się ograniczać jedynie do jazzowej ortodoksji, lecz prezentować rozmaitości artystycznych propozycji. Taki repertuar miał zwrócić na Katowice uwagę miłośników i koneserów muzyki w całym Kraju. Po kilku latach odnieśliśmy sukces i do Katowic zaczęli przyjeżdżać na koncerty melomani z Krakowa, Wrocławia, Warszawy, z odległego Torunia, a nawet ze Słowacji. Oczywiście także z całej śląskiej aglomeracji. Były takie koncerty,  gdy „Hipnoza” pękała w szwach na naprawdę niebanalnych i wymagających koncertach. Powoli udawało się nam zapełniać po brzegi salę koncertową GCK, pomimo tego, że nigdy nie proponowaliśmy bezpłatnych koncertów. Jednak na samym początku mogliśmy liczyć jedynie na 100-150 osób na koncertach klubowych. Chodziło o to, aby rozbudzić potrzebę kontaktu z żywą niebanalną muzyką i to nam się w dużej mierze udało.

IN: Na pewno wszyscy fani są ciekawi, dlaczego „Jazz i okolice” zniknął z mapy imprez kulturalnych. To był cykl  zasłużony i ciekawy. Co się stało?

AK: Do dziś nie do końca rozumiem przesłanek samorządowców, które spowodowały marginalizację naszej aktywności w tej mierze, tym bardziej że stworzyliśmy markę, którą doceniano w Polsce, a nawet Europie. „Cykl: jaZZ i okolice” wymieniany był w opracowaniach Ministerstwa Kultury jako synonim dobrej pracy, a kilka znaczących instytucji kultury w Kraju nawet korzystało z naszych doświadczeń. Chyba ma to coś wspólnego z polityką. W pewnym momencie zmieniły się priorytety, kierunki, założenia wieloletniej polityki kulturalnej, w której zabrakło miejsca na takie pozytywistyczne podejście, jakie budowaliśmy wokół muzyki. Katowice chciały wielkich wydarzeń i nagłego wzrostu zainteresowania kulturą wśród jak najszerszego grona osób, a my proponowaliśmy bardziej kameralne formy odbioru, sądząc, że to i tak w dłuższej perspektywie czasu zaprocentuje. Do dziś jestem przekonany do promowania wybranych aspektów kultury właśnie w ten sposób. Wierzę, że to przynosi więcej pożytku niż niejeden masowy event. Kultura powinna budować w nas pewną wrażliwość, która,  aby mogła dojrzeć, wymaga nastroju i konsekwentnej pracy. Nie bez znaczenia są tu też kwestie estetyczne. Prawdziwa sztuka, a zawsze prezentujemy oryginalnych wykonawców, ma też swoje niezaprzeczalne walory terapeutyczne – umożliwia lepszą komunikację, daje radość i zwyczajnie rozwija. To tak bardzo ogólnie wokół tego pytania.

IN: „Jazz i okolice” wraca w tym roku jako festiwal. Co nowego powstało, co ze starej formuły zostaje?

AK: Przez kilka kolejnych lat był to cykl koncertów jesiennych i wiosennych, z kilkoma wydarzeniami w lecie na gościnnych deskach Letniego Ogrodu Teatralnego. Formuła festiwalowa pojawiła się wówczas, gdy zaczęliśmy pozyskiwać środki z programów Ministerstwa Kultury, które chętniej wspiera spektakularne wydarzenia w randze festiwalu. Zatem został festiwal, który stał się swoistym biurem podróży – w tym roku realizujemy koncerty w kilku miastach aglomeracji: Chorzowie, Katowicach, Sosnowcu i Gliwicach. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się powiększyć to grono. A co zostaje? Z pewnością repertuar – pragniemy przedstawiać to co najnowsze w muzyce, a zarazem realizować koncerty uznanych artystów zarówno z Polski, jak i całego świata. „Jazz i okolice” to muzyka bez granic i wiz; która łączy, a nie dzieli; która inspiruje oraz skłania do poznawania różnorodnych kultur muzycznych i przejawów człowieczej ekspresji. Dziś jesteśmy festiwalem wędrownym realizowanym za pośrednictwem stowarzyszenia, jednak wciąż poszukujemy jednego przyjaznego miejsca, które pozwoli nam kontynuować pracę z muzykami oraz publicznością na dotychczasowych warunkach.

IN: Które koncerty szczególnie poleca Pan fanom muzyki improwizowanej w tegorocznej edycji?

AK: Wszystkie, bo każdy jest inny, a jak na formułę festiwalową przystało, każdorazowo będzie można posłuchać dwóch wykonawców. Usłyszymy wiele gatunków muzyki: jazz, bardziej rockowe granie, nowoczesną muzykę klezmerską, bluegrass; muzykę eksperymentalną z jednej, a z drugiej strony taką, która zainspirowana jest bardziej folkową melodią. No i to co najważniejsze, będzie można usłyszeć na żywo naprawdę wielkie osobowości współczesnej muzyki improwizowanej. Nie zabraknie wybitnych wirtuozów w klasie swoich instrumentów, jak klarnecista David Krakauer, wiolonczelista Eric Friedlander czy gitarzysta Marc Ribot oraz zespoły: MOPDTK, Mary Halvorson Trio, Irek Wojtczak Quartet. Zapraszam do zapoznania się z naszą propozycją na stronie w necie: http://jazziokolice.com  a także na Facebooku http://www.facebook.com/jazziokolice.

IN: Czego możemy się spodziewać po tej imprezie w przyszłości?

AK: Czas pokaże.

2012-09-12

PDF Print