languages: PL EN
font size: A A A
layout: Day Night WAI

Jeden krok bliżej odnalezienia ROBA. I Metropolitalna Gra Miejska

Pierwszy etap pierwszej Metropolitalnej Gry Miejskiej „Na tropie ROBA” już za nami. Jesteśmy o krok bliżej do odnalezienia zagubionego, a może nawet porwanego robota ROBA. Jutro, 2 października, spotykamy się w Bytomiu. Ale zanim to nastąpi, wspomnijmy dzisiejszy dzień.

Na starcie pod katowickim Spodkiem zgłosiło się 14 drużyn z wielu miast Metropolii „Silesia”. Zespoły odbierały karty gry, identyfikatory i czekały na rozpoczęcie. Taktyki oczekiwania były tak różnorodne, jak późniejsze sposoby gry. Jedni odpoczywali w słońcu gromadząc siły na całodzienną wyprawę, inni w skupieniu studiowali informacje.

Punktualnie o 10.00 przemówienie wygłosił profesor Rawa zmartwiony losem ROBA. Powitały go serdeczne oklaski. I już chwilę potem wszyscy ruszyli… do tramwaju w kierunku Chorzowa. Na przystanku przy „Chopina” każda drużyna losowała zadanie, od którego zaczynała. W tym momencie drogi całej gromady się rozeszły. Niektórzy zeszli w podziemia, inni musieli się zmierzyć z naziemną przeszkodą. Posiadam informacje, że samochód z podnośnikiem nie był wynajęty przez organizatora.

W Chorzowie należało zlokalizować trzy punkty.  Jedna z drużyn weszła za mną do sklepu papierniczego. – Gdzie w Chorzowie mieści się jakaś szkoła jazzowa? – pytały Dziewczyny. Niestety, sprzedawczyni nie potrafiła im pomóc. Teraz można już zdradzić, że do odnalezienia były: kino „Panorama”, Chorzowskie Centrum Kultury i Teatr Rozrywki. - Jesteśmy z Chorzowa, ten etap to dla nas rozgrzewka – zgodnie stwierdziły reprezentantki drużyny Klimzowiec (jedna z dzielnic Chorzowa) Friends.

Walka o punkty przeniosła się do Świętochłowic znacznie wcześniej niż można się było spodziewać. Część uczestników doskonale odnajdywała się w regułach gry miejskiej. – Niedawno braliśmy udział w grze miejskiej w Sosnowcu – potwierdzali swoje umiejętności Zagłębiacy. – My braliśmy udział w grze miejskiej w Bytomiu – wyjaśniła drużyna Rodzina Janoszczyków.

Na deptaku w Centrum Świętochłowic ustawiony był punkt informacyjno-kontrolny i jednocześnie meta pierwszego etapu. Wystarczyła odrobina orientacji w terenie i już uczestnicy zwiedzali Muzeum Miejskie. – Jesteśmy z Sosnowca. Gra pozwoliła nam przypomnieć sobie dawno nieodwiedzane miejsca na Śląsku. – cieszyła się drużyna Zagłębiaków – Teraz następny etap gry – Skałka. Nie byliśmy tam 15 lat! – dodał lider drużyny.

Ośrodek Sportu i Rekreacji "Skałka" dla większości drużyn był ostatnim miejscem przed zameldowaniem się na mecie. Piękna pogoda nastrajała do odpoczynku na ławkach, przy lodach i napojach. Jak dobrze, że „Na tropie ROBA” nie jest grą na czas! 


Uczestnicy odnaleźć mieli pomnik motocykla żużlowego. Dopiero po chwili zorientowali się, że jest to prawdziwy motocykl, nie pomnik ze spiżu. W międzyczasie Dryżyna SKADI wytłumaczyła swoją oryginalną nazwę. – SKADI to Skandynawska Kotka Absorbująca Do Irytacji. Jest częścią naszej załogi, niestety, nie mogłyśmy jej wziąć ze sobą. Ma dziwny charakter, może dlatego, że jest norweskim kotem leśnym? – zastanawiały się uczestniczki, jednocześnie oglądając „pomnik”.

Po krótkiej rozmowie  z właścicielem „pomnika” drużyny wracały na metę w Centrum Świętochłowic. Bardzo chciałam zapytać o wrażenia Małgosię, najmłodszą uczestniczkę gry. Niestety - dla mnie - Małgosia ma dopiero trzy miesiące. Może profesor Rawa wymyśli jakiś dekoder mowy niemowlęcej?

Inga Niedzielska
2011-10-01

PDF Print