languages: PL EN
font size: A A A
layout: Day Night WAI

Genialny koncert, fatalne nagłośnienie Antonio Sacheza

W  ramach XX Międzynarodowego Festiwalu Perkusyjnego „Drum Fest”, chyba najdłuższego festiwalu w Europie, odbyły się dwa koncerty perkusisty Antonio Sancheza. Znakomity perkusista wystąpił w towarzystwie pianisty Jona Escreeta, saksofonisty Davida Binneya oraz kontrabasisty Matta Brewera. Muzycy grają wspólnie stosunkowo od niedawna, jednak duże umiejętności pozwalają im na bardzo kreatywną współpracę.

Na koncertach w Opolu i Chorzowie prezentowany był w większości świeży materiał, nie pochodzący z solowej płyty Antonio Sancheza, Migration (2007). Podczas dwugodzinnego występu artyści zagrali między innymi utwory: Minotaur, 4AM, Night Time Story z doskonałym solem basowym, Air, a także bardzo ciekawą improwizację prowadzoną na podstawie zagrywki funky drummer - Family Tights. Koncert zakończony został błyskotliwym The Real Mad Daddy, którego początkiem jest niezwykłe połączenie pełnego brzemienia perkusji i solowego saksofonu altowego. Pozostałe prezentowane przez artystów utwory są wzbogacone wyjątkowo skomplikowanymi konstrukcjami muzycznymi, złamanymi rytmami, niespodziewanymi przerwami i bogatymi współbrzmieniami. Lider- perkusista wielokrotnie modyfikował rytm swobodnie podróżując przez najbardziej egzotyczne akcenty. Niewprawnemu uchu wydawać  się mogło, że odbiegał od założonego metrum zbyt daleko, jednak doskonałe wyczucie pulsu u muzyków, zawsze bezbłędnie przywracało ją na właściwy tor. Klasyczny zestaw instrumentów jest tu wystarczający do idealnego zapełnienia przestrzeni dźwiękowej bogatą i przewrotną nutą.

Koncert muzyka uważanego za jednego z najlepszych perkusistów jazzowych naszych czasów nie przyciągnął jednak tłumów.  Duża sala konferencyjna w chorzowskim hotelu Arsenal Palace wypełniona była do połowy. Brak tłumu mógł zapowiadać kameralną atmosferę, jednak zastosowane jaskrawe i kolorowe diodowe oświetlenie kłóciło się z harmonijnym wystrojem Sali Cesarskiej. Pierwsze rozczarowanie. Nagłośnienie muzyków również pozostawiało dużo do życzenia. Perkusja była ustawiona nieco zbyt głośno, a szum z kolumn zagłuszał zbyt cicho ustawione pozostałe instrumenty utrudniając odbiór tej jednak skomplikowanej muzyki. Było to najbardziej dokuczliwe podczas świetnych partii solowych Matta Brewera i Jona Escreeta dosłownie zagłuszonych przez szum z głośników. A takich „niespodzianek” sobie i publiczności - nie tylko Drum Festu - nie życzę.

P.S.

PDF Print