languages: PL EN
font size: A A A
layout: Day Night WAI

‘Na tropie ROBA’ i w ślad za zespołem ,Bez Nazwy’. IV etap Metropolitalnej Gry Miejskiej

Sobotni start IV etapu Metropolitarnej Gry Miejskiej znajdował się na pierwszym piętrze Centrum Handlowego Plaza w Rudzie Śląskiej - Wirku. Na uczestników czekały do odkrycia aż trzy miasta - Ruda Śląska, Zabrze i Gliwice.

Po III etapach Gry pierwsze miejsce w klasyfikacji ogólnej zajmuje drużyna Silesian Explorels z 252 punktami. Tuż za nimi, mająca na koncie jeden punkt mniej,  drużyna Dream Team Bytom. Zapytałam meldującą się akurat na starcie grupę, czy są którąś z tych drużyn. - Nie, jesteśmy drużyną bez nazwy - usłyszałam. Dosłownie. Drużyna Bez Nazwy, czyli Monika, Marcin, Agata i Ludmiła, z miejsca mnie zaintrygowała, więc zdecydowałam, że dołączę do ich ekipy na jeden dzień.

Punktualnie o  godzinie 10 rozpoczyna się zabawa. Najpierw krótkie przemówienie profesora Rawy i wręczenie nagród dla trzech najlepszych drużyn poprzedniego etapu. Ruszamy... - do pobliskiej kawiarenki na kawę i ciastko. Spokojnie przeglądamy plan i robimy burzę mózgów na temat miejsc, które mamy odwiedzić.

Pierwszym punktem na naszej liście jest tajemniczy Ficinus. Po drodze mijamy drużynę RR, która już stamtąd wraca!. -To pobliskie osiedle robotnicze - wyrokuje Marcin. Później się okaże, że to on najlepiej orientuje się w terenie i ma opanowany rozkład jazdy autobusów. Po przybyciu na ulicę Kubiny dostajemy pierwszy zestaw pytań. Przede wszystkim: dlaczego Rob pojawił się akurat tutaj? - To osiedle robotnicze - myśli na głos Monika - ROBOTnicze! Myślał, że spotka tu więcej robotów.

Większy problem sprawia nam inne, fundamentalne pytanie. Co to za nazwa Ficinus? Odpowiedzi nie znają zagadnięci przechodnie, wyjaśnienia nie znajdujemy także na turystycznej tablicy informacyjnej. Zauważamy, że pobliska apteka również nosi nazwę Ficinus. Może z tego powodu część zespołów odpowiedziała, że był to śląski alchemik? Jak się jednak okazuje, Georg  Ficinus był radcą górniczym i dyrektorem generalnym w majątku hrabiego Henckela von Donnersmarcka.

Teraz wracamy do Plazy. Profesor Rawa przekazuje nam kartkę z zagadkowym rzędem cyfr. Chodzi o Guido - autorytatywnie stwierdza Marcin. Nie mam pojęcia, skąd to wie, ale jak się później okazało, intuicja go nie zawodzi. W karcie gry mamy także nasze hasło i odzew: Gąska, figura i gronostaj.  Przydadzą nam się w Miejskim Centrum Kultury im. Henryka Bisty w Nowym Bytomiu. Ale ja kompletnie nie widzę związku między tymi wyrazami- wzdycha Monika. Odpowiedź odnajdujemy na plakacie Rudzkiej Jesieni Kulturalnej: spektakl w wykonaniu Teatru Capitol pt. „Gąska”, w którym występują: Katarzyna Figura i Anna Gronostaj.  W zamian za te informację dostajemy w pobliskim pubie Druid kolejne zagadki. Między innymi zdjęcie nieznanego nam mężczyzny. Kim jest? Nasuwa się logiczny wniosek, że może to być sam Henryk Bista - urodzony w Kochłowicach aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. W końcu nie bez kozery jego imię nosi miejskie Centrum Kultury.

Kolejny etap naszej podróży to Zabrze, zabytkowa kopalnia Guido. Strzelamy oczami na wszystkie strony wyszukując wszelkich informacji na temat głębokości szybów i odbywających się w kopalni imprez. Tajemniczy numer 83650 z zadania odnajdujemy odbity na ogromnym urządzeniu górniczym będącym częścią ekspozycji. Pytanie, kim był Guido, nikogo nie zaskakuje. Ale kolejna zagadka zbija nas z pantałyku. Co to jest Lp- 21 i z jaką prędkością się porusza? Pojawia się także nazwisko Teresy Lachmann vel Blanki de Païva. Odpowiedzi na to, kim jest, udziela ona sama! Ucharakteryzowaną na markizę kobietę pytamy o szczegóły z jej życia. Co do jej znajomości z Hrabim Guido wyznaje, że istotnie był pewien „incydent”. Dziś nazywamy to małżeństwem.

 

Ruszamy dalej, do Domu Tańca i Muzyki. Tutaj proszą nas m.in. o wyjaśnienie, na czyją cześć nazwano ulicę, przy której znajduje się budynek. Chodzi oczywiście o generała de Gaulle’a.

Jednym z naszych celów są Ruiny Teatru Victoria w Gliwicach. Tu czeka kolejny zestaw pytań i kolejna pieczątka pobytowa. Udaje nam się zajrzeć do środka ruin. Myliłby się ten, kto myśli, że panuje tu martwa cisza właściwa ruinom. Właśnie trwają przygotowania do kolejnego przedstawienia. Odpowiednio oświetlone wnętrza robią niesamowite wrażenie. Tymczasem zbliża się już godzina 16! Drużyna przyznaje, że to ich najdłuższy jak do tej pory start. Zostały nam jeszcze dwa adresy. Obeznany z topografią terenu Marcin prowadzi nas prosto pod Willę Caro. Jednak na dłużej zatrzymujemy się pod pobliskim spiżowym pomnikiem leżącego lwa. Na co patrzy lew?- pytają organizatorzy. Wpatrujemy się intensywnie w  pobliską kamienicę, ale żadne olśnienie na nas nie spływa. W końcu podejmujemy poszukiwania wirtualne. Oj, nie łatwo było wyszukać informację o mieszczącym się tu niegdyś hotelu „Zur Post”.

 

Z niemal kompletną kartą podjeżdżamy autobusem pod metę. To Gliwicki Teatr Muzyczny na ulicy Nowy Świat.  Szczęśliwi dostajemy ostatnią pieczątkę. Jest godzina 17. Po 7 godzinach wspólnego spaceru dowiadujemy się, że jednak nie jesteśmy ostatni. Ale nie o czas przecież tutaj chodzi. Liczą się celne odpowiedzi na pytania i nowa wiedza o naszym regionie.

Żegnamy się. Uczestnicy muszą zregenerować siły, bo kolejny, V etap MGM rozpoczyna się za kilkanaście godzin.

Weronika Piernik

PDF Print