languages: PL EN
font size: A A A
layout: Day Night WAI

'Służące' Kathryn Stockett

Należąc do zdecydowanie popularnego nurtu literatury, książka Kathryn Stockett nie stroni od literackich aluzji i historycznych odniesień. Ich nieoczywistość dla większości polskich czytelników, także recenzentów, sprawiła, że w Polsce, inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, ekranizacja „Służących” nie odniosła sukcesu.    

Akcja książki rozpoczyna się latem roku 1962. Stylizowany dialekt amerykańskiego południa zdaje się trochę gubić w tłumaczeniu pozostawiając jedynie wrażenie pewnej językowej nieporadności.  Być może nie jest to zresztą problem jedynie tłumaczenia.

Jednak opisywane wydarzenia rozgrywają się na Południu i chociaż autorka stroni od kronikarskich zapędów czy polityczno-społecznych oracji udaje jej się, w kilku zaledwie sekwencjach, stworzyć przekonywujące tło historyczne dla opowiadanych wydarzeń.

Wydarzenia to dosyć typowe dla popularnej powieści adresowanej do kobiet. Mamy więc dzieci, mężów, na mężów polowanie, zakupy, plotki, intrygi, nieustanną autokreację i rozpaczliwą potrzebę akceptacji, które coraz skuteczniej rozmywają indywidualne granice bohaterek. Ot, typowy obraz amerykańskiej gospodyni domowej z przed epoki seksualnej rewolucji.  Są jeszcze romansowe sekwencje rodem z "Przeminęło z wiatrem".

Być może właśnie taką, i jedynie taką, książkę przeczytało większość czytelników w Polsce, a wątki rasowe odebrane zostały jako jedna z wersji współczesnego toposu buntu. Oczywiście niektórzy poszli dalej zarzucając Stockett, a to zachowawczość, a to paternalistyczne podejście do swych czarnoskórych bohaterek. Ten ostatni zarzut zresztą padał również za oceanem.

Tak, "Służące" są literaturą kobiecą, napisaną przez kobietę, dla kobiecych czytelników. Brak w niej spektakularnych wydarzeń, politycznych przemówień czy widowiskowych scen. Nie, to nie jest "Zabić drozda". Choć właśnie ta książka zdaje się stanowić główne literackie odniesienie dla powieści Stockett. Nie chodzi jedynie o to, że przywoływana jest kilkakrotnie jako lektura głównych bohaterek. Jeszcze zanim tytuł powieści Harper Lee zostanie pierwszy raz wymieniony, jest taki akapit w wykonaniu Kathryn Stockett, który przywołuje sekwencje obrazów zapamiętanych z lektury "Zabić drozda".

Może to właśnie w tych niedopowiedzeniach i rozrzuconych aluzjach tkwi siła i urok powieści? Gdyby zagrać w proponowaną przez autorkę grę i przyjąć, że czytana przez nas powieść jest właśnie tą, której pisaniu poświęca się główna bohaterka, wszystko stanie się nieco bardziej zrozumiałe.  

Weźmy za punkt wyjścia fragment, w którym służące stwierdzają, że sposób, w jaki zemścić może się biała pani różni się zdecydowanie od tego, czego spodziewać można się po mężczyźnie. Systematyczna, zimna zemsta kobiet zdaje się nigdy nie kończyć. Dokonywana z ukrycia, zza zasłony uśmiechów i towarzyskich błahostek, staje się dla białych kobiet grą, okrutną rozrywką, którą mogą upajać się w samotności swoich plastikowych światów.

Mężczyźni postępują inaczej. Wybuchają w gwałtownych aktach przemocy. W sposób jednoznaczny i niemożliwy do zignorowania wyznaczają granice swojego istnienia. Manifestują własną obecność. W książce nie brakuje przykładów. Pobicie czarnego chłopaka, które kończy się jego oślepieniem, przemoc męża jednej z bohaterek, wyliczenia okolicznych linczów czy wreszcie zastrzelenie Medgara Eversa.   

Jednak powieść Stockett jest kobieca. Jak biała pani unika mówienia wprost. Otoczona murem konwenansów, spojrzeniami zdolnymi w jednej chwili skazać na społeczne wykluczenie, porusza się jedynie w dozwolonych granicach. Opowiada swoją historię z perspektywy kuchennej codzienności, gdzie przełomowe wydarzenia docierają pod postacią rodzinno-sąsiedzkich historii. Absurdalne (z dzisiejszej perspektywy) prawa Jima Crowa zostają wyszydzone scenkami salonowymi. Rosa Parks, symbol i legenda ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, ukazana zostaje jako sympatyczna starsza pani spotkana w kościele. W "Służących" Historia ustępuje miejsca codzienności.

Kathryn Stockett, Służące, przeł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2010, s. 581

PDF Print